Historia kołem się toczy

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

Gdyby kurczowo trzymać się faktów, to trzeba by uznać, że początek motoryzacji dał eksperymentalny francuski ciągnik artyleryjski z XVIII wieku napędzany silnikiem parowym. Byłoby to jednak prawdopodobnie zbytnie “naginanie” rzeczywistości, dlatego powszechnie za pierwszy samochód uznaje się konstrukcję Gottlieba Daimlera i Wilhelma Maybacha z 1886 roku. Podobieństw do dzisiejszych konstrukcji jest niewiele, ale ważne jest to – że w czasach, gdy benzyny używano głównie jako środka czyszczącego – pojazd napędzany był właśnie silnikiem benzynowym. Następne lata, to okres błyskawicznego rozwoju motoryzacji. Powstawały coraz mniejsze i wydajniejsze silniki, a samochody zaskarbiły sobie łaskawość wielu przedstawicieli wyższej klasy, a przede wszystkim ekstrawaganckich bogaczy, którzy stopniowo przesiadali się ze swoich konnych bryczek do głośnych i – przyznajmy otwarcie – wyjątkowo “smrodliwych” automobili.

Tak czy inaczej przez następne sto lat wynalazek samochodu stał się przedmiotem powszechnego użytku, a nawet wyznacznikiem poziomu rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa oraz widocznym symbolem przynależności do określonych klas społecznych. Śmiało można jednak uznać, że nazwisko Maybach stało się symbolem początku światowej motoryzacji. Historia kołem się toczy i choć od śmierci współtwórcy pierwszego samochodu minęło już wiele lat, to dziś to samo nazwisko znów stało się swego rodzaju ikoną.

Pojazdy marki Maybach należą bowiem do najdroższych i najbardziej luksusowych seryjnie produkowanych aut świata. Kosztują fortunę, oferują niewyobrażalnie wysoki komfort użytkowania, a o ich bogatych posiadaczach krążą legendy. W Polsce jednym z posiadaczy Maybacha jest ponoć pewien znany z prowadzenia własnej rozgłośni radiowej zakonnik, choć sam wszystkiemu zaprzecza. Jedno jest jednak pewne: podobnie jak w XIX wieku konstrukcja Daimlera i Maybacha stała się kamieniem milowym, który spowodował narodziny powszechnej motoryzacji, tak dziś auta z należącej do koncernu Daimler AG stajni Maybach Manufaktur wyznaczają niedościgły wzorzec jakości i luksusu.

Read More

Faceci w czerni

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

pobrane (7)Tytuł przebojowego filmu z 1997 roku w reżyserii Barry’ego Sonnenfelda, w którym główne role zagrali Tommy Lee Jones i Will Smith, ma swoje źródło w jednej z amerykańskich legend miejskich. Według zwolenników teorii spiskowych mianowicie rząd Stanów Zjednoczonych od lat jest w kontakcie z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskich, a prawdę o tym pieczołowicie ukrywa przed opinią publiczną, być może dla uniknięcia masowej paniki, a może z sobie tylko znanych powodów. Liczne opowieści osób święcie przekonanych, że były uczestnikami tak zwanych “bliskich spotkań” z “obcymi”, mówią o tym, że krótko po takich spotkaniach osoby te nawiedzali tajemniczy mężczyźni ubrani w czarne garnitury i czarne okulary. Często także miały je śledzić równie tajemnicze czarne samochody. Kraje postkomunistyczne również mają podobną legendę, chociaż nie dotyczy ona spraw “nie z tego świata”.

Mowa o historii czarnej Wołgi, która miała krążyć po ulicach w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku, a jej pojawianiu się ponoć towarzyszyły porwania dzieci. Różne wersje legendy sugerują, że pojazdem poruszali się księża lub zakonnicy, którzy porwanym dzieciom wycinali narządy odsprzedawane następnie bogatym Niemcom. O ile trudno mówić o jakiejkolwiek prawdzie w tych opowieściach, o tyle łatwo zidentyfikować ich źródło. Najprawdopodobniej plotka jest wytworem inżynierii społecznej prowadzonej przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i została sfabrykowana w celu z jednej strony ośmieszenia podobnych bajek, z drugiej zdyskredytowania przedstawicieli Kościoła w oczach obywateli. Inna sprawa, to fakt, że Wołga była przecież ulubionym autem przedstawicieli ówczesnej władzy, która w oczach społeczeństwa jawiła się jako ucieleśnienie zła i niedoli.

Sama Wołga natomiast, to klasyczny samochód produkowany od 1946 roku w radzieckich (a później rosyjskich) zakładach GAZ, nie bez kozery nazywana “sowieckim mercedesem”, z racji przyświecającej jej konstrukcji idei “pięknej linii”, wysokiego jak na ówczesne warunki poziomu komfortu i właśnie zamiłowania, jakim obdarzali ją rozmaici notable. Warto dodać, że notable z wątpliwym wdziękiem przywdziewający zazwyczaj jednak popielate lub szare – nie zaś czarne – garnitury…

Read More

W małym ciele wielki duch!

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

pobrane (8)Gdyby chcieć udać się w podróż historyczną po światowej motoryzacji w poszukiwaniu najbardziej uniwersalnego samochodu, to jedno z czołowych miejsc zdecydowanie należałoby się niepozornemu autku, które “zmotoryzowało” Polską Republikę Ludową. Mowa oczywiście o popularnym “maluchu”, jak do dziś nazywa się Fiata 126. Chociaż jego produkcję zakończono limitowaną serią tysiąca egzemplarzy o wdzięcznej nazwie “Happy End” we wrześniu 2000 roku, to po dziś dzień można jeszcze wiele zachowanych w bardzo różnym stanie aut zobaczyć na polskich drogach. Sam pojazd – jako się rzekło – “zmotoryzował” kraj. Samochód produkowany w Polsce na licencji włoskiej od 1973 roku stał się z miejsca marzeniem i celem każdej niemal polskiej rodziny.

Przez wiele lat był absolutnie najpopularniejszym autem na naszych ulicach. Na “maluchu” wychowało się wiele pokoleń kierowców, a chociaż przez ten czas stał się obiektem wielu niewybrednych żartów i kpin, to większość z nas wspomina go z olbrzymim sentymentem. Jednym z najbardziej znanych żartów na temat Fiata 126p jest rozszyfrowanie jego nazwy jako “Fatalnej Imitacji Auta Turystycznego 1-osobowego, 2-biegowego, 6-krotnie Przepłaconego”. Inne potoczne określenia, jakie wobec niego stosowano, to między innymi: mały Fiat, bąbel, czy kaszlak. A jednak – mimo tych drwin – trudno odmówić tej prostej konstrukcji niewątpliwych zalet.

Wiadomo, że malucha – oprócz tego, do czego był przeznaczony w zamyśle – stosowano między innymi podczas orki w charakterze ciągnika, na terenach wiejskich przerabiano go na hybrydę samochodu i wozu (w normalnych warunkach ciągniętego przecież przez… konia), nie mówiąc już o licznych budowanych na bazie jego podzespołów pojazdach typu “buggy”, czy amatorskich quad’ach. Zdarzały się nawet próby zastosowania silnika z Fiata 126p do napędzania motocykli. Krążą także legendy o tym, że wśród górali z okolic Wisły był to jeden z najpopularniejszych samochodów… terenowych, bowiem z odpowiednio dociążonym usytuowanym z przodu bagażnikiem jako jedyny potrafił wspiąć się na prawie każdą górę. Ile w tym ostatnim twierdzeniu jest prawdy – do końca nie wiadomo. Wiadomo jednak, że w tym “małym ciele” krył się naprawdę “wielki duch”!

Read More

Trabant

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

pobrane (9)Trabant w żadnej mierze nie był samochodem rodzinnym, o osiągach nie warto nawet mówić, nie zapewniał komfortu jazdy, ani tym bardziej bezpieczeństwa podróżującym. Był jednak stosunkowo tani, łatwo dostępny, a dzięki prostej – wręcz prymitywnej” – konstrukcji możliwy do naprawienia u przysłowiowego kowala.

Początkowo wyposażony w dwusuwowy silnik napędzany mieszanką benzyny ołowiowej z olejem pojazd pozostawiał po sobie charakterystyczną błękitno – siwą mgiełkę o niezapomnianym “aromacie”, pod koniec produkcji ewoluował w auto prawie nowoczesne, którego sercem stała się czterosuwowa jednostka pochodząca z nowoczesnego jak na owe czasy Vokswagena Polo. “Prawie” jednak robi – jak głosi pewna znana reklama – dużą różnicę, a Trabanta – mimo “polowskiego” silnika – trudno nazwać nawet “opakowaniem zastępczym” dla Volkswagena. Niemniej jednak do dziś pojazd zdążył zgromadzić sporą rzeszę miłośników, którzy wciąż zachwycają się tym wytworem NRD-owskiej motoryzacji, organizując nawet specjalne zloty!

Read More

Opakowanie zastępcze, czyli samochód z plastiku…

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

images (8)Historia powszechna – chociaż często przedstawiana w postaci rozmaitych linii czasu – ma to do siebie, że toczy się wielotorowo. Dotyczy to również historii motoryzacji, która w różnych regionach świata rozwijała się w różnym tempie i różnych kierunkach. O ile Stany Zjednoczone do dziś nieodmiennie kojarzą się z dużymi rodzinnymi autami o dużym zużyciu paliwa, a jednocześnie wyjątkowym komforcie jazdy – zwanymi nie bez powodu “krążownikami szos”, o tyle w Europie królowały z jednej strony samochody oszczędne i tanie – jak choćby niemiecki Volkswagen Garbus, francuskie Renault 5, czy brytyjski Morris Mini – z drugiej zaś wyjątkowe auta sportowe, na przykład angielski Jaguar, albo włoskie Lamborghini. Na osobny rozdział w księdze legend światowej motoryzacji zasługują jednak pojazdy z tak zwanych “byłych demoludów”. Jednym z najważniejszych symboli automobilizmu za “żelazną kurtyną” stał się oczywiście Trabant. To produkowane we NRD autko bywa do dziś określane pieszczotliwą nazwą “mydelniczka”, a to za sprawą charakterystycznego kształtu i wykonywanej w późniejszych latach z niskiej jakości tworzywa sztucznego karoserii.

Read More

Amerykański sen

Posted by on sty 9, 2016 in Legendy samochodowe | 0 comments

images (9)Na początku lat pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, na fali masowej niemal fascynacji szybkością i wyścigami samochodowymi, powstało auto, które do dziś pozostaje jedną z największych legend współczesnej motoryzacji. To oczywiście Chevrolet Corvette. Produkowany początkowo jako dwumiejscowy roadster, kabriolet o nadwoziu z tworzyw sztucznych, od samego początku idealnie wpisuje się do segmentu pojazdów sportowych. Priorytetem przy jego projektowaniu było zachowanie jak najwyższych osiągów, przy jednoczesnym zapewnieniu względnego luksusu i całkowitym ignorowaniu wszelkiego rodzaju oszczędności zarówno podczas eksploatacji, jak i przy zakupie. Słowem był i jest to samochód drogi, elitarny i niemal doskonały.

Co ciekawe, chociaż od zarania swojego istnienia był doskonale znany amatorom szaleństwa na czterech kółkach, fanom motoryzacji i wyścigów, o tyle do jego masowej rozpoznawalności i osiągnięcia statusu symbolu “amerykańskiego snu” przyczyniła się paradoksalnie… rola w niezbyt wysokich lotów serialu dla młodzieży. Żółta “korweta” zagrała bowiem rolę w święcącym olbrzymie triumfy, chociaż mało ambitnym, tasiemcu “Beverly Hills 90201”. To właśnie tym autem przyjeżdżał do szkoły (sic!!!) średnio zdolny, za to bardzo bogaty lekkoduch Steve Sanders grany przez Iana Zieringa. Postać Steve’a dla dzieciaków z całego świata stała się za sprawą serialu ucieleśnieniem amerykańskiego stylu życia, a siłą rzeczy jego Chevrolet Corvette urósł do rangi symbolu.

Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, że samochód ten jest znany głównie z tego, że “jest znany”. Pojazd bowiem przez ponad pięćdziesiąt lat produkcji przeszedł wiele zmian, a wprowadzane nieustannie udoskonalenia sprawiły, że przez cały ten czas utrzymuje się w światowej czołówce aut sportowych dopuszczonych do poruszania się po drogach publicznych.

Read More